Nie ukrywam, że Maria Pawlikowska-Jasnorzewska jest moim poetyckim idolem. Myślę, że nie muszę nikomu przybliżać Jej sylwetki. Na tym blogu podzielę się z Wami Jej wierszami, bo są piękne. Znajdziecie tutaj też wiersze innych poetów. Wszystkie, które lubię i mają dla mnie znaczenie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maria Pawlikowska-Jasnorzewska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maria Pawlikowska-Jasnorzewska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

"Burza" M. Pawlikowska- Jasnorzewska




Przeżywamy dziś burzę, drzewa! ja i wy.
Lecz ja szepcę słowa najcichsze,
a wy ryczycie w wichrze
jak zielone lwy...


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

"16 kwiecień" M. Pawlikowska- Jasnorzewska



Motyl, w korzeniach drzewa leżący nieboszczyk,
frunął nagle w paradzie
nad śnieżne nagrobki,
i choć nikt się o wieczność motyla nie troszczy,
zmartwychwstał co do rożka,
co do jednej kropki.


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

piątek, 18 marca 2011

„Szkicownik poetycki (1939)-38 M.Pawlikowska- Jasnorzewska


Sonet wiosenny, stworzony już jest raz na zawsze pierwszą zielenią brzóz, pierwszą mgłą kwietniowej ektoplazmy, wijącej się wkoło gałęzi- pierwszym grzanym deszczem, który szeptem deklamuje o świcie, w cichej przechadzce swej wkoło po ogrodzie- i pierwszym dźwięknięciem ptaka kowalika, kującego w jakiś meta-metal.

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Szkicownik poetycki (1939)- 10 M. Pawlikowska- Jasnorzewska


Nade mną świerki rozłożone w pogodzie, pod niebem trwają bez drgnienia, ciężko zielone.
I myśl moja w tej chwili, bez słów, bez ruchu, zawisła w niebiosach.
Nieruchliwość ta piękniejsza jest od żądań i dążeń.
Jest jak źrenica, sztywno wpatrzona w punk istotnego szczęścia.
Tę jasną pustkę myśli, na widok śnieżnych kop niespiesznych obłoków
przecina mi jedno jedyne obce słowo nevada...
Białe nevady obłoków...
Kiście igliwia, zatrzymane podniesioną ręką ciszy obrzeżone kobaltem,
leżą nade mną bez drgnienia.


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

"Do Natury" M. Pawlikowska- Jasnorzewska



Naturo, o wszechwładna, bądź mi dość ojczyzną!
Twoją chcę być poddaną całym gorzkim sercem...
(I tak nią jestem! Z wolą, czy pomimo woli,
Zmuszona będę kiedyś umrzeć na twój rozkaz...).

Bezlitosna, zarówno dla silnych i słabych,
Byłaś pierwsza i będziesz ostatnia. Zwycięsko
Zawitasz pośród ruin o zmierzchu ludzkości,
Jak bluszcz trwale zielony na trupich pomnikach.

Twój sztandar: tęcza - moim niech będzie, tak barwnym
Jak żaden inny w świecie. Pod nim, cóż mi grozi?
Któż od ciebie silniejszy, aby nas pognębił?
Kto mnie wysiedli z włości twoich wszechobecnych?

Bo i gdzież kresy twoje, najstarsza patrio?
Słońce i księżyc - nasze i dróg mlecznych rozlew.
Komuż rady nie damy, kogo nie zmożemy?
Przed kim drżą władcy, sztabem bronieni lekarskim?

Tęczo, chorągwio, wzniosła ponad pawilony
Wszystkich krajów! Zaborcy rękom niedosięgła!
Siedmiobarwną kokardę nosić chcę na piersi
I na wielkość narodów przez ramię spoglądać.

Złamane skrzydła moje, poszarpaną przeszłość,
Składam przed tobą. Odtąd, promieniejąc dumą,
Patrzeć będę bez trwogi i bez uniesienia
Na zmienianą co roku mapę geografii...

O zachowanie ciebie modlić się nie muszę,
Gdyż sama się zachowasz, boś na wieki wieczna.


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Szkicownik poetycki (1939) -58 M. Pawlikowska- Jasnorzewska


    Dziś o świcie rozległy się w parku hymny pochwalne na cześć życia, słowik, kukułka i żaby wspólnie wysławiały doczesność.
Głośno, natrętnie, z uniesieniem. Słowik opiewał miłość, tak łatwą do zdobycia i prostą, tak łaskawą dla niego, na którą wiosna nie każe mu czekać, której nie każe mu poszukiwać w zwątpieniu wiecznym. Żaby patriotycznie sławiły bezpieczną ojczyznę jeziora. Obfitującą w żer, bogatą, o płytkich i bagnistych kresach, zapomnianą przez świat. Kukułka, która grzesząc wypełnia tylko rozkazy przyrody i radość w tym znajduje,
spokojna o niekaralność swoich wrodzonych popędów, wplatała wciąż przekorne i głuche hasło w namiętny koncert. Wszystkim było dobrze.
    Wszyscy, w harmonii ze sobą i światem, chwalili i przechwalali istniejący porządek rzeczy.
    Wówczas człowiek, stojący w swoim oknie, znużony nieustanną własną dysharmonią, obrażony wewnętrznie tysiącem smutków i zgrzytów, ten jakiś samotny człowiek gwizdnął opozycyjnie!
    Gwizdem ulicznika ukrytego na galerii, zbuntowanego przeciw tak gorącemu przytakiwaniu. Wygwizdał ten hymn, który brzmiał dalej, przy wschodzie słońca, pełnym tryumfu...


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

"Do słońca" M. Pawlikowska- Jasnorzewska



Oko Trójcy, słońce złotorzęse!
Leczniczą Twoją, ponadfiołkową źrenicą
Spójrz na tę ludzką ziemię, do życia niezdolną,
Lecącą w nicość,
Na jej kraje nieszczęsne, gdzie zmieszana wiosna
Piękny swój rozmach siewny powstrzymała, blednie
I rozwiewa się w mgle -
Na ziemię, gdzie aż tak jest źle,
Że nawet już o pokój modlić się nie wolno.


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska


ilustracja: „Mgliste słońce” Robert1982
http://www.digart.pl/praca/3493627

czwartek, 17 marca 2011

"Chmura" M. Pawlikowska- Jasnorzewska



W turkusowej sadzawce
wśród chmur,
jestem piękną, foremną
wodnicą
- lecz tak zmienną,
jak samo niebo:
twórczym wiatrem
rzeźbiona nicość...

Potwornieję,
pierś mi ciężka rośnie,
cudne formy
drą mi się i mącą
i rozwiewam się -
tęsknie, żałośnie,
w siwą chmurę,
o formie marzącą...


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska


ilustracja: Henryk Siemiradzki „Wodnica”

czwartek, 10 marca 2011

"Marcowa ballada" M. Pawlikowska- Jasnorzewska



Obłoki zleciały nisko,
stoją na ziemi jak pomnik na grobie -
a w polu taje śnieg: pobojowisko
białych, zabitych kobiet.

Uciekały strwożone pieszo i w karocach,
przed wojną zimy i słońca -
bronił je długo po nocach
przymrozek - dzielny obrońca -

ale dzisiaj zalegają trawę,
merveilleusy w niebieskich sukniach...
Gasną atlasów melodyjne włókna,
i zapadają w głąb spojrzenia łzawe...

Nikną mufki olbrzymie, gwiaździste koronki,
budki-kabryjolety, o barwach niewinnych,
a pozgonne zapachy wiejące od łąki
są zapachami fiołków,
bo nie śmią być inne...

Płaty białych, nie czytanych listów
ktoś rozrzucił szerokim wachlarzem - -
w grozie długich, wiosennych poświstów,
trupim uśmiechem tają śnieżne twarze.

Szale, ongiś puszyste w styczniowej zamieci,
szarymi spływają rzekami - -
czasem brylant na lokach szronowych zaświeci
i w trawie kończy się łzami.

Zlodowaciała ręka jednej z marzycielek
srebrzy się jeszcze w cieniu,
strzeżona przez niego...
Wkoło dymią słoneczne bomby i szrapnele.
Pokój zabitym śniegom...


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

"Kobieta w oknie " M. Pawlikowska- Jasnorzewska



Czekasz na wiosnę,
Czołem oparta na szybie,
którą kwieciście kraje ślad wichrowej narty...

Wznosząc i chyląc rzęsy
spoglądasz przed siebie
na dwie pustynie:
niebo i świat rozpostarty.
Pod rynną bukiet kwiatów,
jak motyl przekłuty,
jak motyl przekłuty usycha,
odsłaniając zardzewiałe druty...

Czy zasłuży na wieczność?
Że ginie, nie dziwię się mu!
Myślałaś, że twój cud to mur?


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska


ilustracja: Andre Kertesz „zwiędły tulipan”

Szkicownik poetycki (VI) 7 M. Pawlikowska- Jasnorzewska



A tu znowu, jakby wieniec czarny, z bluszczów przegniłych i pereł żałobnych uwity, który fala na brzegu złożyła. Ten jodem woniejący, wstęg pozbawiony wian z wodorostu "yohamba", czy nie jest godnym uczczeniem nieznanego żeglarza? Tego, co zginął w spienionych odmętach morza?
Ach, te odmęty morskie są tylko obrazem, symbolem innych, równie groźnych:
wzburzonej otchłani niedorzeczności ludzkiej, odwiecznej jak ocean!...
Która trzy czwarte świata myśli ludzkiej zalewa na podobieństwo wód na ziemi. I burzy się, i szumi, i powstaje! -
Leży czarny wieniec. W rozbitej obok flaszce zachodzące słońce jakby ogień zapaliło ofiarny...


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

niedziela, 27 lutego 2011

"Jesteś cichy i zamknięty jak kielich" M. Pawlikowska- Jasnorzewska


Jesteś cichy i zamknięty jak kielich
zesznurowanego powoju. Otwórz się,
powiedz pragnienie swoje uczynię wszystko
co w mojej mocy, a wiesz o tym, że mogę
wiele zmienić w sobie -


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

"Fatamorgana" M. Pawlikowska- Jasnorzewska




Nie ma dla nas miejsca na ziemi ni w niebie!
gdybyż znaleźć raz mieszkanie, choćby i w fatamorganie!
Tam siedlibyśmy w ciszy zapatrzeni w siebie,
serca by nam zbłękitniały na powietrzu współrozwiane.

A gdyby jakiś Arab spojrzał w naszą stronę
i wyruszył w tysiąc koni zdobyć nasze blade gniazdo:
mury z chmur i turkusów, wieże otęczone
i oazy atłasowe, gdzie lśni palma modrą gwiazdą,

wówczas kraj zadrży cicho w posadach z opali,
zwinie palmy i obłoki, skurczy swe niebieskie nerwy,
i jak łódź w miękkich susach odpłynie znów dalej,
niosąc w błękit nasze oczy, całujące się bez przerwy.


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska




ilustracja: Archan Nair "Fatamorgana"
http://www.advancedphotoshop.co.uk/show_image.php?imageID=10989

"Diabolo" M. Pawlikowska- Jasnorzewska


Grasz moim sercem
W diabolo -
Bo lubisz zabawy
Najrzadsze.
A ja stoję z boku
I patrzę
Aż mnie załzawione oczy bolą.
Rzucasz!
Czekasz!
Serca mego nie ma!
Przechylona wyprężasz sznurek -
Ach rzuciłaś za wysoko
W górę!
I Bóg me serce
Zatrzymał!


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

"Gwiazda śnieżna" M. Pawlikowska- Jasnorzewska



I czemuż Ten, co śnieg stworzył i gwiazdy lepi z niego,
architekt snów i diamentów, w warsztatach swoich niebieskich
nie zrobi z mojego życia gwiazdy zamiast śniegu,
zdobiąc ją równie misternie w ostrza, gałązki i kreski?

Stałabym w środku tak cicho, jak gdyby mnie już nie było,
patrząc, jak się wkoło mnie dowcipna prześliczność zgęszcza,
a w każdym kancie tej gwiazdy me serce by głośno biło -
i drżałoby każde ostrze ściągając pioruny szczęścia,
aż On by sam się zadziwił żyjącej gwieździe szczęścia...


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

"Gołębia lekcja" M. Pawlikowska- Jasnorzewska


Idźcie na odczyt. Usłyszycie tylko
Słowa człowiecze, przemądrzałe, błahe...
Ja - tu zostanę, gdzie blisko pod dachem
Głucho mi grucha tych gołębi kilka.

Spróbuję nowym oddać się uczuciom,
Ku ptakom senną obrócona twarzą,
By móc zrozumieć, o czym one gwarzą...
Idźcie na odczyt.
Mnie tutaj pouczą.


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

niedziela, 13 lutego 2011

***[Do Wenus] M. Pawlikowska-Jasnorzewska



Kwitniesz, Wenus! Jasno i rzęsiście,
Chmur bluszczowym okolona liściem---
-Erotyku w księdze kosmografii!

Dziś, gdy w pasie przełamana patrzę
W rozstrzał twoich promieni, mój astrze,
Czuję, że przyciągać potrafisz...

Z naszej Ziemi, głośnej i jaskrawej,
Gdzie nad miłość godniejsze są sprawy,
Gdzie szaleństwa nie ma czym ugościć,

Chcę się wydrzeć, by z sercem rozbitem
I płonącym, spaść areolitem
W twoje pola, w twoją mgłę namiętności...

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

„Do Wenus” M. Pawlikowska-Jasnorzewska


I
Białą Wenus jest dzisiaj jak narcyz,
Królujący w niebie, wszerz otwarty.
Słońce sieje blask, ona: namiętność.

Starożytni, uprawiając niebo
Medytacją cierpliwą i niemą,
Rozróżnili jej miłosne piękno.

Więc w ogrodzie, pośród gwiazd zamieci,
Czoło ku niej odchylam: niech świeci
W myśli moje.
Niech mię czyni piękną.
II
Ogród w zapach, niebo w gwiazdy się stroi...
Odeszliście zimni, gwarni, nieswoi,
Wy, którzy mnie z samotnością swatacie...

Patrzę w niebo:
Oto Wenus wschodząca -- -- --
Jak miłosnych ust gwiazda,
Płonąca
Dla mnie, co jestem z ziemią w rozbracie.


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

"Berceuse" M. Pawlikowska- Jasnorzewska



Oczy twe ciche są jeszcze, oczy twe ciche są jeszcze,
kiedy mnie bierzesz w ramiona -
spokojnych gwiazd płyną deszcze, łagodnych gwiazd płyną deszcze
i śnieg na śniegu gdzieś kona...

W milczeniu zbladły nam twarze, w milczeniu zgasły nam twarze
i dusze bledną w miłości...
w błękitnym stoi oparze, w półsennym stoi oparze
różowe serce światłości...

Spoczywam na twoim łożu, zasypiam na twoim łożu,
jak na dnie srebrzystych noszy,
stojących gdzieś na rozdrożu, wstrzymanych gdzieś na rozdrożu
w oczekiwaniu rozkoszy...


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska


ilustracja: Alan Ayers

sobota, 12 lutego 2011

"Babcia na wiosnę" M. Pawlikowska- Jasnorzewska


Niebo włożyło turban obłoczny z jaskółką,
Jabłonie stoją w wielkich kapeluszach z kwiatów
Szeptania-pogłaskania lecą z pyłem kwiatów
Omijając twarz moją jako liść pożółkłą.

Lipy stroją się w jedwab zielony i nowy,
Jak biżuteria szczęścia płoną sznury kwiatów
Pocałunki żeglują na muzyce kwiatów
Mijając moją szyję w szaliku włóczkowym.

Zamknę najszczelniej serce przed śpiewem słowika
I pójdę przez gąszcz kwitnień, rozkwitów, kwiatów,
Przez chmury całowanych, kołysanych kwiatów,
Nie śmiąc przypiąć do piersi fijołka czy storczyka.

Pod modną parasolką świat w śmiechu się trzęsie.
Patrzy zabójczym okiem zza bukietu kwiatów,
Ma we krwi wszystkie wonie, wszystkie gwiazdy światów,
I ma mnie, jak bezwiedną, zimną łzę na rzęsie.

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska